sobota, 17 września 2016

Część 2.

W tym samym czasie...


Uwielbiam ją irytować, wtedy widzę w niej to dzikie zwierzę, które pragnie mnie zaatakować, ale jest bezbronna, ponieważ dzięki kamerom monitoringu to ja mam przewagę. Od kiedy przeniosłem się z Norymbergi do Monachium, czuję że mogę jej dopiekać bez przerwy. Można powiedzieć, że nienawidzimy się przyjaźnie. Tak wiem, dziwnie to brzmi, ale nie możemy żyć bez dogryzania sobie nawzajem. Znam ją około trzy długie lata, poznaliśmy się na zaaranżowanej przez naszych przyjaciół randce w ciemno. Oczywiście wszystko okazało się wielkim niewypałem. Gdyby miałaby jeszcze siostrę i psa, wybrałbym psa. Jest siostrą mojego znajomego, Mario z którym utrzymuję sporadyczne kontakty, po prostu nie należymy do tej samej grupy przyjaciół. Wracając do tej okropnej randki zaczęło się na tym, że spóźniłem się na nią 2 godziny. Podjechałem pod jej dom i co? Wyszła w obcisłej czarnej mini, a na nogach miała wysokie czerwone obcasy. Wszystko okej, ale była w nich ode mnie wyższa o dobre 10 centymetrów. Chciałem ją przewieźć swoim motorem, ale oczywiście stwierdziła, że popsuję jej fryzurę. Potem nakazała mi wsiąść do swojego garbusa, oczywiście to ona kierowała. Gdy już byliśmy w restauracji, zjedliśmy kolacje i okazało się, że zapomniałem portfela i to ona musiała za wszystko zapłacić. Totalna wtopa. Tak zaczęła się nasza nienawiść, a wzmocniła się po tym gdy zostaliśmy rodzicami chrzestnymi maleńkiej Sophie. Jesteśmy jak dzień i noc, jak biel i czerń, jak ogień i woda.

  Kiedy wyszedłem z cukierni i schowałem swoje drugie śniadanie do bagażnika swojego motocykla, usłyszałem dzwonek telefonu. Numer prywatny? Może ktoś chce bym udzielił mu wywiadu, albo czegoś dowiedzieć się o nowym nabytku Bayernu Monachium. Odbieram telefon, okazuje się, że to jednak nie jacyś dziennikarze, to nie sława zapukała do moich drzwi, ale śmierć moich najbliższych przyjaciół - Julii i Petera Brovs'ów.
- Czy może Pan przyjechać do szpitala i odebrać rzeczy zmarłych? - pyta policjant.
- Oczywiście. - mówię półgłosem.
Serce zaczyna bić mi jak dzwon, oboje byli dla mnie jak rodzina. Wszystkie najwspanialsze momenty naszego życia spędzaliśmy wspólnie, byłem świadkiem na ich ślubie, chrzestnym ich jedynego dziecka - małej Sophie. Bez dłuższego namysłu jadę do miejscowego szpitala, gdzie zapewne zobaczę ich zimne, blade ciała. Serce mi pęka, nie wiem co mam robić. Oj Ivan... Kim Ty teraz jesteś? Dlaczego tak się rozklejasz? Chyba wiem czemu... Straciłem dwie najbliższe mi osoby, które były dla mnie jak brat i siostra. Nogi mam jak z waty, zsiadam z motoru, ściągam swój kask i poprawiam moją grzywkę. Wchodzę i widzę zrozpaczoną Dominikę, sam mam łzy w oczach. Wiem, że ją ta informacja równie mocno wstrząsnęła. Julia była dla niej jak siostra, w końcu wychowały się w tym samym domu dziecka. Podchodzę do niej i zbędnych słów przytulam ją, by dodać jej otuchy i wesprzeć. Mimo naszej wzajemnej zawiści wspieramy się jak prawdziwi przyjaciele. Kiedy podchodzi do nas komisarz, ocieram łzy i patrzę na niego. Przedstawia nam się i opowiada o wypadku. "Nie było najmniejszych szans, by ocalić ich życie." - to zdanie jest dla mnie jednym z największych ciosów dzisiejszego dnia.
- W dokumentacji córki Państwa Brovs jest zapisane, że w razie śmierci rodziców, Ivan Knezevic i Dominika Goetze przejmują rolę rodziców zastępczych. - mówi stanowczym tonem.
- To znaczy, że mamy zostać rodzicami dla Sophie? - pyta kobieta stojąca obok mnie.
- Zgadza się. - odpowiada - Możecie zabrać dziewczynkę z domu dziecka niestety dopiero po upływie 24 godzin. - wspomina spokojnym tonem mężczyzna, po czym oddala się od nas.
To oznacza, że razem z Dominiką mielibyśmy wychować małą Sophie? O nie! Wszystko byleby nie wychowywanie dziecka z tą sztywniaczką! Mam 24 godziny na to, by zastanowić się czy chcę adoptować kilkumiesięczną dziewczynkę. Mam nadzieję, że nie będę musiał tego robić. Dziecko zniszczy moje życie, a tym bardziej cudze. Niech Dominika wychowuje ją sama!


UWIELBIAM TO ZDJĘCIE! XD No, ale ok teraz was zostawiam z kolejną częścią! :* Widzimy się za tydzień :)

5 komentarzy:

  1. Poczekaj, muszę przeczytać jeszcze raz, żeby się zebrać na komentarz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DZIKIE ZWIERZĘ, KWICZĘ XDDD takich zalotów jak tu to ja nigdy nie widziałam :v
      Płaczę, miałam się Ciebie pytać, gdzie go przeniosłaś, ale przeszłaś samą siebie😂😂😂 Boże, kibice FCBII go zabiją tam😂😂😂😂😂😂
      Dowaliłaś z tym tekstem o wyborze psa. Ale ta randka... Wyje, kompleks wzrostu mu się włączył 😂😂 świetna randka, nie powiem, hahahahah
      PRZYTULIŁ JĄ 😍😍😭😭😭😭😭😭
      Kneza, kretynie, będziesz wypluwał te słowa.
      PS. Też kocham tę fotografię 💕💜 do twarzy mu z dzieckiem, hee😏😏😏😏

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  2. Ok, to zdecydowanie brzmi jak scenariusz filmu "Och, życie" :D
    Jestem ciekawa jak to się dalej potoczy ;)
    Ivan i Dominika stoją przed trudnym wyborem.
    Czekam na kolejny ;)

    Przy okazji zapraszam na jedynkę ;)
    http://hunting--season.blogspot.com/2016/09/1-nastepnym-razem-gosuje-na-ciebie_17.html

    "– No mówię ci! To jest straszne! To tak niemiłosiernie swędzi, a do tego wyskoczyły mi takie pęcherzyki z płynem surowiczym.
    – To faktycznie straszne – przytaknął, choć mimo najszczerszych chęci nie potrafił wczuć się w rolę żony. Manikiur jej nie wyszedł. Wielkie rzeczy…"

    OdpowiedzUsuń
  3. Tej Ivi... Pamiętaj... Jagoda w każdej chwili może ci urwać jajca! -.-
    Tu durniu! ;/ masz jej pomóc ! XDDDD
    Jak zawsze piękne Anno ma :D
    Cudo <3
    Buziaki ;****

    OdpowiedzUsuń