piątek, 14 października 2016

Część 6.

Czwartek, 9 kwietnia 2015 okolice Monachium.



Od poniedziałku mieszkam w domu razem z Dominiką. Jest okropną pedantką i wszystko musi mieć uporządkowane. To irytujące dla osoby takiej jak ja. W swoim dawnym mieszkaniu robiłem co chciałem, jak chciałem to umyłem naczynia, moje ubrania czasem mieszały się z brudnymi, ale po zapachu potrafiłem dojść czy są czyste, czy nie. A ona? Szkoda gadać! Ciągle wchodzi w moje życie, a raczej do mojego pokoju, wmawiając mi, że wkrótce mogę się zgubić we własnym brudzie. Trudno! Jak się zgubię to posprzątam! Moje skarpetki jej przeszkadzają na środku pokoju? Jeśli tak to niech je sama sprzątnie, są w sumie czyste...
Znów wlazła do mojego pokoju. Boże... Dopiero jest kilka minut po siódmej! Dlaczego ona mi to robi? Dziś nie mam porannego treningu i mogę się wyspać, ale ona mi chyba na to nie pozwoli. Siadam na łóżku i ocieram zaślepione słońcem oczy, gdy podnosi kremową roletę. Ziewam i patrze na nią, sadza mi na łóżku małą Sophie i patrzy na mnie wymownym wzrokiem. Czy znów coś zrobiłem? A może przeszkadzają jej porozrzucane rzeczy po moim pokoju? Cóż! To moje królestwo! Mogę robić co zechcę.
- Zajmij się Sophie... - mówi patrząc w okno - Mam dziś bardzo pracowity dzień w pracy i nie mogę jej zabrać. - wspomniała.
- Pracowity dzień? - uśmiecham się szeroko - To oznacza, że masz do upieczenia kolejne drożdżówki, pączki i inne pierdółki? - wzdycham i patrzę jak Sophie na czworakach wędruje po łóżku w moją stronę.
- Więcej wnoszę do domowego budżetu niż Ty tą swoją pseudo graniem w piłkę nożną! - powiedziała dość dosadnie i głośno - A Ty nie potrafisz tego uszanować Ivan! - oskarżycielsko popatrzyła w moją stronę.
Wzruszyłem ramionami i pokręciłem głową. Ona chyba na serio nie wie, czym jest ciężka praca, czyli gra w piłkę nożną oraz codzienne treningi. Zatraciła się w świecie zwanym cukiernią. Wzdycham, więc spokojniej, żeby jej czegoś nie powiedzieć bardziej obraźliwego i przytulam małą Sophie. Chociaż tej małej nie przeszkadza, że mam trochę nabałaganione w pokoju.
- Okej, zajmę się nią dziś, ale jutro wieczorem razem z Sophie wychodzicie na miasto, albo w odwiedziny do Mario. - mówię jasno.
- Dlaczego? - kręci głową niezadowolona moim warunkiem.
- Chcę tu zaprosić znajomych. - odpowiadam nie do końca zgodnie z prawdą - Nie chcę by Sophie nam przeszkadzała.
- Nie chcesz by Sophie Ci zawadzała? - wyraźnie zauważam jej zdziwienie - Powiedz po prostu, że to nie ona Ci przeszkadza, tylko ja. - wzdycha cicho.
- Między innymi. - sugeruję spokojnym tonem bawiąc się rączkami małej Sophie.
Chyba wygrałem tą sprzeczkę, bo opuściła moje królestwo z wielkim trzaskiem drzwi. Dobrze, że wyszła bo już robiła się denerwująca. Tak więc jeden - zero dla mnie!

No więc zaczyna się dzień! Sadzam małą Sophie na swoim krzesełku dla dzieci. Jak zwykle muszę jej przygotować kaszkę, to nie problem ponieważ wyszło mi. Co teraz? A tak! Spacer. Ubieram ją w różową kurteczkę i zakładam buciki. Buciki to zgroza! Nie potrafię ich naciągnąć na jej stópkę, kiedy w końcu czuję się jak zwycięzca, okazuje się że założyłem je odwrotnie. Nie kapituluję, wpycham je po raz kolejny. O tak Kneza, jesteś Bogiem dziecięcych bucików! Podnoszę ją i wsadzam ją do wózka, łatwizna. Dziećmi mogę się zajmować całymi dniami. Przykrywam ją różowym kocykiem i ruszamy do parku. Przechadzam się z nią wielce dumny, niczym młody tatuś. Czasem poprawiam jej kocyk. W końcu siadam na ławkę i rozglądam się wokół. Zauważam Mario, który biega po parku w słuchawkach. Podbiega do mnie.

- Cześć Goetze. - mówię z szerokim uśmiechem - Jak trening? - pytam ciekaw.
- Dobrze, a Ty nie trenujesz? - wyraża swoje zdziwienie.
- Nie teraz. Jestem tu razem z Sophie. - przewracam oczyma.
- Nawet na jedną rundkę po parku się nie dasz namówić? - śmieje się głośno.
- A co mi tam! Sophie śpi. - mówię i okrywam ją ponownie kocykiem.

Po chwili razem z Mario już biegamy po parku. Mijają sekundy, minuty. Chyba łapiemy razem lepszy kontakt z bratem Dominiki. W końcu tak się zagadaliśmy, że pobiegliśmy do domu. Wszedłem zmęczony i skierowałem się do kuchni po szklankę wody. Była już tam Dominika, wypełniała jakieś faktury. Nalałem sobie wody do szklanki.

- A gdzie Sophie? Śpi? - pyta ciekawa i spogląda na mnie spod okularów.

O kurde! Zapomniałem Sophie!


Co za człowiek z niego XDD

5 komentarzy:

  1. Boże ahaha XDDDD nie wierze, co za dureń XDD
    Domi mnie pewnie zabije, ale co tam XDD
    Ivi, że ty mózgu nie zapomnialeś, o ile go masz xddd
    Cudo ❤
    Czekam na kolejny <3
    Buziaki :**

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej nie, ja w niego już nie wierzę 😂😂 złapie dobry kontakt z moim bratem, to ten jeszcze mu zabroni że mno kontaktów i co 😐😐
    Ale serio. Brak mi słów na jego idiotyzm 😂😂😂 JAK MOŻNA O DZIECKU ZAPOMNIEĆ¿? chyba te pizdy mu odebrały myślenie....
    Ale ogólnie się nasmialam XDD ale to zdjęcie w miniaturce... 💔😭
    Czekam na kolejny 💕

    OdpowiedzUsuń
  3. No Pięknooka, cudne jak zwykle ����

    OdpowiedzUsuń