poniedziałek, 9 stycznia 2017

Część 18

Sierpień 2016 Dortmund.


Zdałem! Co prawda za drugim razem, ale zdałem. Teraz mogę odebrać prawo jazdy. Dzisiaj razem z Mario jedziemy po moje prawko. Tak się nie mogę doczekać, aż dostanę je do ręki, podmucham na szczęście i sam pojadę przed siebie.

- Poczekam w samochodzie, a Ty idź... - oznajmił z delikatnym uśmiechem mój przyjaciel.
- Ok, za chwilę będę. - dodałem wychodząc z auta.

Niemalże w podskokach udałem się do urzędu gdzie mogłem odebrać dokument. Trochę się zeszło w kolejce, ale byłem tak podekscytowany, że już nie liczyłem czasu. Już w myślach obmyślałem trasę wycieczki w którą zabiorę moją ukochaną, albo gdzie teraz się wybiorę z Mario. Gdy nadeszła ta wielka chwila z wielką dumą wszedłem do owego biura, podałem swój dowód osobisty, złożyłem podpis i został mi wręczony ten drogocenny plasticzek, który kosztował mnie nie dość, że kilkaset Euro to jeszcze więcej nerwów. Teraz zacznie się jeszcze większa trauma, kiedy wyjadę na ulicę. W końcu Mario siedząc obok mnie nie będzie miał drugiego hamulca i sprzęgła.
Kiedy wyszedłem przed budynek, rozejrzałem się po parkingu i odnalazłem auto mego niskiego przyjaciela. Uśmiechnąłem się i pomachałem mu swoim nowiutkim prawem jazdy. Gdy podszedłem do samochodu, ten natychmiast wysiadł ustępując mi miejsca za kierownicą, jednak usiadł nie obok lecz z tyłu i zapiął się pasami z dwóch stron.

- Ej...? Nie ufasz mi przyjacielu? - zaśmiałem się pod nosem odpalając samochód.
- Ufam... Ufam... - powiedział lekko drżącym głosem z tyłu.
- To czemu siedzisz z tyłu? - zapytałem ze śmiechem.
- Nie chcę... Cię rozpraszać. - powiedział z delikatnym uśmiechem.

Wzruszyłem ramionami i przesunąłem dźwignią biegów na wsteczny. Usłyszałem jeszcze tylko uwagę przyjaciela, że z tyłu jest pusto i mogę bez problemu cofać. No więc ruszyłem. Trochę za szybko... I wjechałem tyłem w krzaki rosnące po drugiej stronie parkingu. Mario wyskoczył stamtąd jak z procy, by zobaczyć co się stało. Racja. Gałęzie delikatnie porysowały bagażnik, ale nam nic nie jest.

- Dlaczego mi nie powiedziałeś, że z tyłu są krzaki?! - spojrzałem z nieuzasadnionym wyrzutem.
- Wiesz Marco?! Myślałem, że zamierzasz zakręcić na drodze, a nie... W krzakach! - złapał się za głowę lekko zdenerwowany.
- Ale... Żyjemy. - uśmiechnąłem się szeroko - Szukaj pozytywów Goetze. - zachichotałem.
- Pozytywów?! - syknął - Dzwoń po pomoc drogową... - spojrzał na mnie - Ja wrócę pieszo... - dodał.


✽✽✽


Między mną, a Dominiką układa się znakomicie. Dzisiaj miałem pierwszy trening po dość długiej przerwie, w końcu powracam, akurat na rozrywki Audi Cup. Cieszę się, że będę mógł zagrać w tym prestiżowym turnieju, mam nadzieję, że uda nam się pokonać Real Madryt, a ja dołożę jakąś znaczącą cegiełkę do zwycięstwa Bayernu w tym roku. W tamtym nie było mi to dane przez kontuzję. Liczę na to, że Dominika i Sophie będą mnie obserwować z trybun. Wszedłem do kuchni, by skraść buziaka ukochanej przed ostatnim treningiem.


- Kochanie? Dostanę buziaka na szczęście? - zachichotałem.
- Oczywiście. - musnęła mój policzek.
- A gdzie jest Sophie? Od niej też chcę buziaka... - zaśmiałem się cicho.
- Jest w salonie i ogląda razem z Anią bajki. - wspomniała z promiennym uśmiechem.
- A Joshua? - zapytałem zaciekawiony.
- Rano wyszedł już, pewnie na trening. - powiedziała z lekką obojętnością w głosie.


Uśmiechnąłem się szeroko i zajrzałem do pokoju, gdzie Ania i Sophie siedziały na podłodze i gryzły żelki. Musnąłem delikatnie czoło mojej małej bałaganiary i poczochrałem włosy Anki na szczęście. Ta tylko westchnęła i oznajmiła, że dzisiaj nie może przyjść na mecz, ponieważ ma jakieś inne obowiązki. Nie pytałem dlaczego. Przeczuwałem jednak, że zapewne nie chciała patrzeć na Josha i Linę. Posłałem jej ciepły uśmiech i opuściłem dom. (...)
Wyjście w podstawowej jedenastce to moje skryte marzenie, jednak nie dzisiaj. Oglądam mecz od pierwszej minuty na ławce. Siedzę znudzony, bo mimo wszystko mecz jest dość monotonny. W pewnej chwili trener podchodzi do mnie i mówi mi, że jeden z naszych zawodników ma kontuzję i muszę go zastąpić. I tak oto w 78 minucie meczu rodzi się nowa gwiazda Bayernu Monachium. Ivan Knezević. Jedno podanie od Davida Alaby i biegnę na prawie pustą bramkę. Ja kontra bramkarz Realu Madryt. 84 minuta i bramka, którą strzelam ja! Rozglądam się wokół i zauważam cieszącą się Dominikę i Sophie na jednej z trybun. Podbiegam, wspinam się po trybunie i patrzę jej prosto w oczy.


- Wyjdziesz za mnie? - wyjmuję pierścionek z kieszeni spodenek.
- Tak! - podskakuje z radości i odbiera pierścionek, a ja powracam na boisko.



Kocham takie momenty. ^^ No, ale co najważniejsze przepraszam, że nie napisałam tego w sobotę/piątek ponieważ miałam ważne egzaminy. To buziaki! :*


3 komentarze:

  1. MARCO TO JA ZA KÓŁKIEM XDDD dobra, tersz czas na lekturę TEJ WAŻNIEJSZEJ CZĘŚCI.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O KURWA
      "KOCHANIE", UMARŁAM I NIE ŻYJE, SZYKUJ RÓŻE NA POGRZEB. ❤����������������������
      BOŻE, NIE SPODZIEWAŁAM SIE, ŻE BĘDĄ OŚWIADCZYNY. JESZCZE W TAKI PIĘKNY SPOSÓB!!!����������������������❤
      BĘDZIE FAMILIA KNEŽEVIĆÓW, JEJUJEJUJEJUJEJU ��❤������❤��������

      Usuń
  2. Anka kochanie ty moje <3
    Jak ty mi nastrój umiesz poprawić <33
    Jakie cudowne ❤❤
    Ivi hehe ❤ szalony człowiek :D
    Czekam <3
    Buziak ;**

    OdpowiedzUsuń